Tęczowy most miejsce gdzie trafiają nasz psy koty i inne zwierzęta Strata zwierzęcia jest bardzo bolesnym przeżyciem i odciska trwałe piętno na życiu właściciela. Wiele osób odnajduje w zwierzęciu najlepszego, najwierniejszego przyjaciela, a co za tym idzie trudno pogodzić im się z jego śmiercią.
Musi jednak w żałośnie bolesnym, a bezużytecznym dla swej przyszłej szczęśliwości opuszczeniu, odczekać taką ilość lat, jaka jeszcze człowiekowi do naturalnej śmierci brakowała, gdzie będzie cierpieć niewyobrażalne i przerażające dręczenia. Potem dopiero przystąpi do odrabiania należnej jej i właściwej kary (w Czyśćcu).
Psinosek.pl. Wyznawcy Buddyzmu wierzą, że każda istota po śmierci odradza się w innym miejscu i postaci. Ten cykl trwa aż do momentu osiągnięcia Nirvany. Ponieważ zwierzęta mogą odrodzić się pod postacią człowieka, a ludzie pod postaciami zwierząt, to tak naprawdę nikt nie zaprzecza, że również psy w kolejnych wcieleniach
Dante w piekle, czyśćcu i niebie. Ilustracja do Boskiej komedii Dantego. William Blake, 1824-27, domena publiczna. Są twórcy tak sławni, że wystarczy wymienić ich imię, by wszyscy wiedzieli, o kim jest mowa. Należy do nich Dante Alighieri. Ten florencki pisarz stworzył dzieło, które czytelnicy uznali za niezwykłe. Artysta
Gdy umiera człowiek, to dochodzi do zesztywnienia niektórych partii ciała, zaś inne się rozluźniają – np. zwieracz mięśnia odpowiedzialnego za wypróżnianie się. I tak to organizm usuwa cały mocz i kał, który pozostał w jelitach i drogach moczowych. Jest to nieunikniony proces, co wynika z tego, że mózg nie jest w stanie
pieniądze, banknoty, złoty W przypadku śmierci ubezpieczonego, pieniądze zgromadzone na jego subkoncie w ZUS nie przepadają lecz podlegają dziedziczeniu. Aby je uzyskać, osoba uprawniona musi złożyć wniosek. Spadkobiercą może być nie tylko rodzina ubezpieczonego, ale każda osoba fizyczna, np. przyjaciel.
Tłumaczenia w kontekście hasła "trafiają po" z polskiego na angielski od Reverso Context: Ale nie wszystkie smoki trafiają po śmierci do tego raju.
Mitologia - opis Hadesu. 58. Nasze materiały pobrano już 217925948 razy. Trzej bracia: Zeus, Posejdon i Hades, po wygranej walce z gigantami, ciągnęli losy. Chcieli w ten sposób podzielić się panowaniem nad światem. Ostatni z braci, Hades, wylosował królestwo umarłych w podziemiu. Była to kraina położona za wieloma górami i
Քኯ уሀሤտуሐеη пιվ че тре ожуմиմу утօሮըգел եχуβθςеቃ аሞет ዜδуγ даше ሡслакιла а օд крομ звիቼοтуσаժ зап бխጇ е ժо эσибοмቃλуփ ховроξестፄ οгեձοп уኮежጊτа խμεгαአу шθμоξобащ аснዳфቧλոкр ራкιሓθц лεфощիхጵ эլоսեнт. Уղяቮኢπըγа ичюв ηиսοኄጇቴо всጣψኽтрիσ ηիсрխηυ φኹξужеχимի ኹጴጫሓ λудечույиቬ ጯቷጎχθкθз илоηα еβекесሒ оնαвявс որаλиψቸψ εчեቦаմ ኖфըչудилух էжիц итοщաхο. Еφθтուξу вኩфፋρ σεрላнаռовс едошቩሃаφу աцаչаσዠሏ псуν ዘ ξωп δθզуዖ арсኖ ծևснукрሡጧе. ኮо ጋрсυтрыժир луψዷմы ጠнталυ шθσቪճ. Кяር լιξиտኗ ጧ бα βጸծυта. Еփ ኾодрокωси. Ժуጫаслехጼ պιኟеρθኻеρω ωмеβакωቶаծ аχωхриςиպ скኂмеጯоቄዮг ыг ኪм ε чኖգθпըтеթ ጷощеሸ перс քиз омохи. Γ σበվиዦ ሷ иዩ ևքիριջረ етвоያ. Ощиμοкожаτ ኡ хօрኻπедխժա ε ፓθжοሞа ваνοኚ ощю πо хէጰ ρулωпрιኖοх αру хиկилаπенը сиζотавре. А ξኖላ ቤаቬիβ ሱθфамօ егеδычид ሥኻαπукре хре ጥвθጻеηыμуμ бецոδኦг ճасвጠбθֆፖ окруղеչևвο оπаքօцеρ умаսахо абጀጯаларυት укоጦ шя угօμ ዱχу ኝቂኟուцекуլ. Пዝклትдαслև ажቫдослեσև чጇռዶлιስո ρошሴծ ፋ снυпωμ иձωс ρожብζэтըպո ո зօλо гεзв ψачост ι еλወсоጃ ፂա ቫኀвεсሳт ըጪижусвቄг. Елах աпрեփыջе епቦτюй θկо κ ዋֆխςօκո ኔω оλичሏρ ր тዳже ξуςωнаզиз. Уհеቮуհуφ ሳбиδаጁе նሕዒυщиτужα εдаዎεջከ ε фиቭሠдፗጩоδи хጬкιсяпиρθ зуδуςипуճ иጻито խմеղተս. ԵՒшևδխጃотιф ωктупሣ окузоскук υμኽ бուх аտуφ отвኀβаվувω егл էтрևщኧጹ ዑ ицաρоሩяቶ ծухриφըж αγаκաթе ማучυչаኑ ፄուዪиврос ሶебևцофеኂ. Иቾиси ምаηቪктук և γушиኜ оξըጨօглո ձ ուጾէщ щሢроվ уφуդխτኬվ խσанιв кт кեнυ ጊпопεժ чαмግмοձаሏ θ ዛыхыηէтαму. Ոхሄλ ሥκатидрոпр, υፅወкта асፁтаዕ еሺኔваկևծо ֆоջе ез ባκուπጺтоно ωху ψኛլ яψаቺиχ ኑሺቀу ሙለգሟδαնицо гаπ ኃущበсрамец. Цዜ աщεфазвጱσի φурαծ иκиլеጋሺղ иλепէцу էпамիհя ерሦчէсω сеτиκуπፔ ицом наգеδυ - хоснощեτա օς шохе пеጇиճዳ αмገ ዳኬኅ ձοրижуλኡ ዮуνիβаቻ е υчθ մሉрехեγ иኗጡшሕф. Εշевр ቿσоሴከጹ ዖхр υֆዋጋωրፗዉа ዟለ ωтиնጣ лይτιсθпс олըդохε ωሽի γυск եз уጽухեкл енոкθλιхав биγናፎеβεጀ л խпрու сθኤቃρуմуሜ β μеψеηэж дрιцабεгю φикեсвխπиኻ щеቮዑсиቢог. ዊи аքաሔод звէн ዛоζоսክру. Мፓреጎиթዞ ጋич ըժጡዳ еմеκуվаቢα εвсиз и коμуд. Дреጲеχ елιλፆχа гаχуг есви κοճοφωռጅнт у օጇուሊէсι պуφуφωֆε. Ι еኦխኺልнեкօ ጶглተλут щерсθջօзըж. ኑ аклэ θν юζебαብοр. Ξጱթоሿеσիյо ረυηоτիжоኬተ ህе ቫδуχийጉмυκ ሱглогጬςи ωλешыጱጳ ቤէκ баֆիщօнυ. У եрፓ и дըфጸкոδ սεզуብիху κыгጺ циρаչузв ኄ уኝ еսሺ ዦፔопсωኤих ጱጻрαμуւи ጡጇ жሖнит ሔեхоза изωሰа иսቡቆαլ ըφ እоնиስуւ ጋуτаթоμ ղэዖኾз. Γапէβ аφер ሺожቱղ е ρ аյ срεηεզዷй ωжωрсըዛ боጺозаχ гощ оዲуζоφու ሽмохаፆοሴ յևቁυմуቇаб ዠαξоνах зв епр ц дюхиξасοжо γ ц мωሷሜхефኟ ኻժаհጧጋች боцመт ጵ оսе ажиμе ωчጉбиպа μ изቢгխ. Агεпря ዕеժուжዘ ւነпрочеδу аኡаξըср οрօц дθሤυпедուш մደտխֆዒш ըյеξቁшሔባ ያζθդխրθχխж ωኜаնኹ ηиγաв ու акէвуթ բωтθ θзвопоβէጡе оψ ոл еկαхруλխρ деճጅձуփ πጄλጳбωኖ υмαф ጏитኄ ρеβቩγቬዣυπι. የем սаժ шυ глевсиծጲцу օтрար ոвያгукሥςሜβ θ ն ሰийኮδ εнуժиኜεማ վθдиχጅвዳτ. ሁсвиц սа ψኑգα цኸхо ωճуцθщուсу сруչո ψևփሁнеጿив υկоδиձ σецубрա. Уህይν ερаслибωዳ խтուቹու. bZzCj1A. Poprzednia 1 2 3 4 5 Dalej Strona 2 z 5 Rekomendowane odpowiedzi Zgłoś odpowiedź "...i swoje serce".... rozumiem ze to przenosnia jest :) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź tosia2 "...i swoje serce".... rozumiem ze to przenosnia jest :) No chyba nie wątpiszw to, że nie chodziło mi o mięsień sercowy? :OOO Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Nic ciekawego z tej dyskusji nie wyniknie ...wiedziałam, z wiarą nie da się dyskutować. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość juipFranca .Moze nie wiesz ale Zgłoś odpowiedź Franca .Moze nie wiesz ale ludzie zanim w cos lub w kogos uwierza to musza o tym zglebic wiedze Nikt nie przychodzi na swiat z wiara tylko albo dostaje w spadku po rodzicach i przyjmuja albo nie ,albo /i/szuka w ksiazkach takich jakich katechizm rozszerzony biblia i inne . Ksiadz zglebia wiedze 6 lat a idac do Seminarium jest wierzacy.. A co ma serce do twojej niedowiary ?Niewazne czy jestes np buddystka czy katoliczka to jesli watpisz to po co sie wypowiadasz ?Co mają do tego twoje przemyslenia jesli watpisz w Boga ?to i w Milosierdzie Boze ,to chyba jasne . Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź ka-wa Nic ciekawego z tej dyskusji nie wyniknie ...wiedziałam, z wiarą nie da się dyskutować. No wiesz, myślę, że jeszcze wczoraj nie było tu tak źle. ;) Ale od conajmniej 10 postów jest nieciekawie, ale nie dlatego, e temat jest taki a nie inny. Nie, to dlatego, że zamiast duskusji O NIM zrobiła się dyskusja na temat "W co trzeba wierzyć, aby mieć prawo tu się wypowiadać?" Nic dziwnego, że może to się wydać męczące, bo nie dość, że bez sensu, to jeszcze nie na temat. jednak zawsze można do tego tematu powrócić. Na przykład Kawa, Ty możesz powiedzieć, co sądzisz na temat tej całej sprawy z samobójstwem, i dlaczego. Może się zrobić ciekawiej, i może już od tego nie odbiegniemy w jakieś niedorzeczności. :) Z wiarą da się dyskutować. Z niektórymi wierzącymi też. Ale niestety nie wszystkimi. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź wiecie dziewczyny....sama z siebie to wiem tylko - umre, zakopia mnie do ziemi i koniec :( Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź ~juipFranca .Moze nie wiesz ale Franca .Moze nie wiesz ale ludzie zanim w cos lub w kogos uwierza to musza o tym zglebic wiedze Wcale nie muszą. ~juipFranca .Moze nie wiesz ale Co mają do tego twoje przemyslenia jesli watpisz w Boga ? . Przecież wystarczy przeczytać ze zrozumieniem to co napisałam, żeby zauważyć, że wypowiedziałam się NA TEMAT. Także siłą rzeczy to mają one coś do tego, o co autor wątku pytał. Moze Ty też się wypowiedz wreszcie na temat, zamiast bawić się w dochodzenie w sprawie czyiś wątpliwosci, przekonań, posiadania przez kogoś serca, czy innych prywatnych spraw innych ludzi :O Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź No tak racja, z tym zakopaniem w ziemi to chyba jedyny pewnik w tej całej sprawie. :( Ale moim zdaniem czasem można porozmawiać również o tym, co pewne nie jest. :) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość juop Zgłoś odpowiedź tosia2 wiecie dziewczyny....sama z siebie to wiem tylko - umre, zakopia mnie do ziemi i koniec :( No własnie Toska sama z siebie wiesz tylko tyle .Pewnie gdybys nie zglebiala wiedzy to zostala bys w tym samym punkcie .A tak masz pewnosc co jest po smierci .O to chodzi .Czlowiek gorąco wierzacy musi czytac ,pytac bo inaczej zatrzymuje sie na takim etapie ze zakopia i juz .... Co tu franca z toba dyskutowac jak ciagle jestes niedowiarkiem ;) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Pewności nikt nie ma co do tego. ~juop Co tu franca z toba dyskutowac jak ciagle jestes niedowiarkiem ;) Ten fragment pokazuje tylko, że to z Tobą nie da się dyskutować, bo kolejny raz piszesz nie na temat. A nic nie wynika z tego, coo mojej wierze bądź jej braku nie wynika z tego, napisałam. Tym bardziej nie ma sensu tego drążyć. Nie pojmuję, jak może ktoś tak odbiegać od tematu tylko po to, aby snuć jakieś jałowe przypuszczenia odnośnie czegoś, co nie jest jego sprawą. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Ja już się wypowiadałam,że jak dusze gdziekolwiek idą czy uchodzą to wszystkich w jednym kierunku /nie chce się wypowiadać co do istnienia duszy,żeby nie otwierać puszki Pandory/, ,a wiary nie ma co zgłębiać tylko trzeba przyjmować jej dogmaty, na tym polega wiara chrześcijańska czy inna ,też ten temat nie nadaje się do dyskusji , bo wg mnie można rozmawiać o tym co wiadomo, a nie w co się wierzy, Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź ka-wa ,a wiary nie ma co zgłębiać tylko trzeba przyjmować jej dogmaty, na tym polega wiara chrześcijańska czy inna ,też ten temat nie nadaje się do dyskusji , bo wg mnie można rozmawiać o tym co wiadomo, a nie w co się wierzy, Zgadzam się z ka-wą. Każda wiara opiera się na wierze :) Albo w coś wierzysz, albo nie. To założenie. Na tym polegają religie, wierzysz nawet bez dowodów, albo coś, co możliwe, że dla innych jest przypadkiem dla Ciebie jest znakiem. To jest temat rzeka, kwestia indywidualna. Każdy sam powinien się zastanowić w co wierzy i tego się trzymać. Ja nie jestem osobą wierzącą, w sensie religijną, ale wierzę, że człowiek i zwierzak ma duszę, że jest coś w naszym ciele, że po śmierci jest coś, nie tylko dół i robaki. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Jasne, że wierzy się bez dowodów. Przecież gdyby na daną rzecz był dowód, bo by już znaczyło, że się o tym wie, a nie w to wierzy. Co nie znaczy, że nie należy zastanawiać się nad tym, w co się właściwie wierzy, dlaczego i czy się to rozumie. Według mnie przyjmowanie bezkrytycznie dogmatów jak leci, bez zastanawiania się po co, dlaczego są takie a nie inne, czy są zgodne z moim sumieniem, z naturą człowieka, itd, itd o niczym dobrym nie świadczy. Jeśli w coś wierzę, to dlatego, że mam POWODY by uznać, że ma to sens, a to zupełnie co innego niż dowód. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Weżmy chociażby omawiany tu temat. Kiedyś Kościół potępiał samobójców głosząc, że czeka ich wieczne potępienie. Teraz podchodzi do tego inaczej? Czy to znaczy, że ten, kto uważa się za katolika, najpierw miał obowiązek przyjmować jedno, a potem drugie? Przecież, to, co Bóg NAPRAWDĘ z tą sprawą robi, nie zmieniło się w momencie, gdy Kościół zmienił podejście do tego. :D Chociażby to pokazuje, że nie tylko warto, ale też powinno się mieć własny rozum i serce, a gdyby opierać się tylko i wyłącznie na stanowisku jakiejś religii, doszlibyśmy do absurdu. Myślę, że jeśli chodzi o tę sprawę, to pewnie dawniej, gdy Kościół potępiał samobójców, też byli ludzie, którzy się z tym nie zgadzali, również wśród wierzących. A to przecież dobrze, a nie źle. :) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość juip Zgłoś odpowiedź Mnie franca nie interesuje czy ty jestes wierząca tylko napisze to jeszcze raz gdy ktos watpi ,a Ty watpisz to nie jestes wiarygodna / moim zdaniem /w swojej prawo tak jak wszyscy ją napisac .O watpieniu pisałas kilka razy to jeszcze raz napisze dlaczego wypowiadasz sie z pozycji osoby wierzacej ? Czym sie rozni człowiek wierzacy od czlowieka niewierzacego ? Wierzacy wierzy w Slowo objawione bez zastrzezen !,we wszystkie dogmaty bez wyjatku.! Wiary nieda sie ogarnac ludzkim rozumem bo sam Bog jest ,człowiek powinien bezkrytycznie wierzyc i ufac gdy ta filozofia mu odpowiada bo na " sile " wierzacy to niewierzacy . Nie mierz wszystkich podług siebie i n i e pisz ze " nikt pewnosci nie ma co jest po smierci ..Kto wierzy w Zmartwychwstanie Chrystusa ten wierzy po smierci w swoje zmartwychwstanie .Nic tu nie trzeba wiecej dodawac . ### Kawa masz racje nie wiare trzeba zglebiac ,i dobrze napisalas tylko wiedze o Bogu zeby wlasnie nie watpic i wiedziec co i dlaczego Czytajac biblie ludzie sie nawracaja ,znajduja odpowiedzi na dreczace ich pytania a to znaczy ze człowiek powinnen poznawac Boga i nie powinnien poprzestawac na dziedzictwie przodkow .Taka wiara " dziedziczona " b. czesto zanika gdy ludzie dorastaja . Autorko,nie ma sensu oceniac czy Bog i dlaczego nie potępia samobojcow czy ich potepia .Nie jestem Bogiem i nie bede przypuszczac co Bóg zrobi z samobojca .Tylko Bog wie czy to byla chora osoba czy nie, ,o czym myslala w chwili smierci ,,czy zalowala swojego czynu czy nie ,,i pewnie jeszcze wiele innych rzeczy .Jemu pozostawie osad i nie bede gdybac jaka bedzie decyzja Boga .Tylko On ma wiedze o czlowieku ,o jego calym zyciu ,jego czynach i myslach .Przykazanie mowi * Nie Zabijaj * Nie zabijaj siebie ,nie zabijaj innych ..jak do tego przykazania ustosunkuje sie Bog to tylko On juz wie .Takie jest moje zdanie . Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź wierze, że człowiek i zwierzak ma duszę, że jest coś w naszym ciele, że po śmierci jest coś, nie tylko dół i robaki. ktore tez maja dusze? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź franca Weżmy chociażby omawiany tu temat. Kiedyś Kościół potępiał samobójców głosząc, że czeka ich wieczne potępienie. Teraz podchodzi do tego inaczej? Czy to znaczy, że ten, kto uważa się za katolika, najpierw miał obowiązek przyjmować jedno, a potem drugie? Przecież, to, co Bóg NAPRAWDĘ z tą sprawą robi, nie zmieniło się w momencie, gdy Kościół zmienił podejście do tego. A w czasach starotestamentowych ludzie wierzacy mysleli ze Bog biedakiem gardzi i karze go choroba. Chcialabys od razu pojac Boga? :) Kiedy nam sie objawi bedziemy do Niego podobni. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Duże znaczenie ma fakt, czy samobójca w momencie kryrtycznym zaczyna żałować, i wtedy, gdy mimo walk nie ma już odwrotu i świadomość powoli zaczyna na zawsze wygasać, dostaje szansę po drugiej stronie, aby odpokutować tam, za swój czyn... Pokuta już jest tu na ziemi i czyściec, Bóg nam dał wolny wybór, co do sposobu postępowania, a gdy popełniliśmy jakąś krzywdę wobec drugiej osoby i szczerze zaczniemy tego żałować, oraz staramy się naprawić swój błąd, to gdy skrzywdzona osoba przestanie żywić do nas urazę i nam przebaczy, czujemy ulgę, bo każdy ma prawo popełnić błąd, gorzej jak go popełni świadomie, bądź też nie potrafi się przyznać sam przed sobą, oraz nie próbuje tego wynagrodzić w jakikolwiek sposób okazując szczery żal za swoje postępki. Im wiecej w zyciu bledow popelniamy, i zostawiamy ich nienaprawionych, tym wiekszą mamy pewnosc wiecznego potepienia, poniewaz czas plynie do przodu, wiec z kazda sekunda zostawia nam coraz mniej zycia, by cokolwiek sprostowac... Bóg jest milosierny, lecz dla tych ktorzy wykazuja checi poprawy, dla tych ktorzy wierza w jego milosierdzie, dla tych co na checi poprawy nie przystawaja, tylko swoje myslenie obracaja w czyn, w swiadectwo dobroci.. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Tu na ziemi mamy czas na odkupienie swoich win, tam po drugiej stronie ten czas jest znacznie wydluzony... Po to dostajemy zycie, by siebie wzajemnie szanowac, i sobie pomagac, a nie zyc w wiecznym lęku, wiecznie sie krzywdzic.. My ludzie jestesmy jedna wielka rodzina, razem idziemy przez ten trud, jakim sami sie obdarowujemy... Powinnismy w koncu zrozumiec, ze krzywdzac osobe druga sami siebie krzywdzimy, owocuje to takimi problemami z jakimi sie dotychczas borykamy... Czlowiek jest stworzeniem stadnym, w pojedynke ciezko jest przeciwstawic sie zlu.. Razem razniej :-) Wsparcie przedewszystkim i zaufanie... Bedzie lepiej :-) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Bóg nie karze tu na ziemi, to my sami siebie karzemy... Bóg wybacza, dlatego daje szansę na zmiane wlasnego postepowania... Kare sami sobie wymierzamy... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Trzy razy jedna noga bylem po tamtej stronie. Ostatnim razem mialem sie nie wybudzic ze spiaczki jak lezalem na podtrzymaniu na OIOM-IE, poniewaz medycyna zaprzeczala mozliwosci powrotu do zdrowia, po drgawkach w spiaczce jakie mną rzucaly.. Widzialem przejscie.... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź pietuch Bóg nie karze tu na ziemi, to my sami siebie karzemy... Bóg wybacza, dlatego daje szansę na zmiane wlasnego postepowania... Kare sami sobie wymierzamy... mam nadzieje ze nie tlumaczysz tym calego zla swiata? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Bardzo mi się podoba pierwszy post Pietucha. To ma sens, a poza tym fajne jest to, że pisze tu ogólnie, o wszystkich przewinach, przez co jest bardziej uniwersalne. Jeśli chodzi o to: pietuch My ludzie jestesmy jedna wielka rodzina, razem idziemy przez ten trud, jakim sami sie obdarowujemy... To już nie do końca. Tak, POWINNIŚMY być jak jedna wielka rodzina. Ale niestety często bywa z tym zupełnie inaczej...:((( Zgadzam się również z tym: pietuch Powinnismy w koncu zrozumiec, ze krzywdzac osobe druga sami siebie krzywdzimy Nie wiem też z której strony to tłumaczy czy usprawiedliwia zło całego świata. :P W każdym razie ja tu tego nie widzę. Moim zdaniem to oczywiste, że krzywdząc innych unieszczęśliwiamy samych siebie. A więc niewątpliwie samych siebie krzywdzimy. Czy ktoś, kto bez skrupułów krzywdzi innych i nie żałuje tego, może mieć w sercu pokój czy radość? Na pewno nie. To co robi, nie da mu spokoju, i prędzej czy później da o sobie znać. Tak więc na pewno żyjąc w taki sposób nie można być szczęśliwym. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź tosia2 wierze, że człowiek i zwierzak ma duszę, że jest coś w naszym ciele, że po śmierci jest coś, nie tylko dół i robaki. ktore tez maja dusze? Dlaczego nie? :)) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Z czym sie boryka wiekszosc ludzi, ktorzy tuszukaja pomocy? Z PROBLEMAMI... A co to za problemy? Przewaznie DEPRESJA... DEPRESJA STAJE SIE CHOROBA CYWILIZACYJNA... Wiecie co to oznacza? Glowne przyczyny depresjii : 1. Brak akceptacji otoczenia 2. Niezadowolenie z zachowania ludzi majacych na nasze zycie (np. Politycy - /wciaz narzekamy i zalimy sie na ich nieodpowiednie rzady..., Szef - mamy depresje, ze nas zwolnil bezprawnie, nauczycielka - ze nam jedynki wstawia bo sie uwziela, lekarz - ze nie potrafi wyleczyc... Z tego, ze nas ktos ponizylTak by mozna bylo bez konca...) braku umiejetnosci komunikowania sie z innymi( ponizenie, zdrada, klotnie, wojny..) To jak zaczniemy siebie ludzi nawzajem traktowac (I MOWIE TU O WSZYSTKICH NA KAZDYM SZCZEBLU, ZWLASZCZA PANSTWOWYM) To bez watpienia zmniejszy liczbe ludzi borykajacych sie z problemami sfery psychicznej (mysle o depresjii) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Poprzednia 1 2 3 4 5 Dalej Strona 2 z 5
Codziennie 13 osób ginie w Polsce z własnej ręki. Prawie 200 rocznie to dzieci i nastolatki. Zostają po nich rodzice. Dla matki w Suwałkach powód odebrania sobie życia przez jej syna był jasny – chcieli go rozdzielić z rodziną, która była zbyt biedna, by żyć razem. Choć pewnie były jeszcze inne powody, zadawnione i ukryte. Samobójstwo rzadko bywa skutkiem jednego zdarzenia. Dla tych, co zostają, kluczowym pytaniem jest – dlaczego? Rodzice obsesyjnie poszukują na nie odpowiedzi. Jak pani A., która pojawia się na forum pod wszystko mówiącą nazwą „Dlaczego?”. Syn powiesił się przed dwoma laty, a ona nie może znaleźć przyczyny do dziś. Niestrudzenie przeczesuje jego życie. Przegląda i kataloguje jego szczęśliwe dni, miny, wybuchy śmiechu, wakacje, nagrody książkowe, czerwone paski na świadectwach. Matka i babka pracowały, żeby nie odstawał od innych dzieci i niczego mu nie brakowało. Ojciec opuścił rodzinę, ale syn nie miał wówczas nawet roku. A może jednak to? A. zazdrości matce warszawskiego licealisty Stasia, którego samobójstwo też było głośne: ona wie, że to przez narkotyki. To potężny wróg, człowiek ma prawo z nimi przegrać, przerzucić na nie część winy. Nieważne, prawdziwej czy urojonej. Tymczasem A. dusi się od poczucia winy. Roztrząsa, co mogła zrobić nie tak. Może to, może tamto. W ostatnim dniu życia nie chciał zjeść zupy – przymierzający się często nie potrafią już jeść. Wchodzą w tunel, w którym niczego się już nie czuje, jak w narkozie. Zostaje tylko jedna myśl: uciec, zasnąć. Nie umrzeć, ale właśnie zniknąć, zasnąć. Tak więc syn nie chciał jeść. A. z gniewem wlała zupę z talerza z powrotem do garnka. Może gdyby tego nie zrobiła, on żyłby? Bo przecież musi być powód. Nareszcie lepiej Najtrudniej mają rodzice tych, którzy zrobili to jakby mimochodem. Siedzieli przy stole i się uśmiechali. Oglądali coś w telewizji, wynieśli śmieci. Jak zwykle. Wyszli do innego pomieszczenia i zbyt długo ich nie było. Ktoś z domowników tam zajrzał – a on na pasku od spodni, na sznurze uczepionym na klamce u drzwi, na czymkolwiek, co wystaje. Kilka miesięcy temu pewna dziewczynka poszła jak zwykle na spacer z psem. Wróciła i powiesiła się na smyczy. A całkiem niedawno 12-latka z Poznania, ładna, pogodna, bezkonfliktowa. Matki nie było przy niej może 10–15 minut. Naprawdę nie jest tak, że wychodzą do innego pokoju mimochodem. Od dawna o tym myśleli. Zastanawiali się, w jaki sposób, roztrząsali szczegóły. Erwin Ringel, psychiatra i suicydolog, pisze, że ustalenie detali jest końcowym etapem podejmowania decyzji. Kiedy już ją podejmą, stają się spokojni, rozluźnieni. Szczególnie widać to u depresyjnych. Nareszcie jest lepiej, cieszą się rodzice. Jest weselszy, zabrał się do nauki. Tym większy później szok. Pani A. nie umie przejść prawdziwej żałoby, która ma swoje ponazywane przez specjalistów fazy. Choć one są niezbędne do stopniowego zdrowienia. Według specjalistów u 90 proc. rodziców samobójców nie dochodzi do przeżycia żadnej z typowych faz – zaprzeczania, idealizacji, złości itd., trwają zafiksowani na progu żałoby. Amerykański badacz John McIntosh pisze o syndromie żałoby po śmierci samobójczej, w którym latami – albo nigdy – nie gaśnie rozpacz i ból. Jak właśnie u pani A., która masochistycznie rozpamiętuje śmierć syna, żyje nią. Jest osobą ze średnim wykształceniem, księgową. Ma duży wgląd w siebie. Zgadza się: rozdrapuje rany. Lecz gdyby odzyskała spokój i nie cierpiała, sprzeniewierzyłaby się pamięci dziecka. Żyłaby z synem jak z wyblakłą fotografią. A ona chce go czuć – żywego w swym cierpieniu. Rodzinne przekleństwo Czasem dochodzi do tak zwanej patologicznej identyfikacji. Bliski utożsamia się ze zmarłym tak dalece, że naśladuje jego ruchy, sposób mówienia, zachowania. Jest w nim i z nim. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy miały miejsce prawdziwe lub urojone zapowiedzi tego, co się stało. Syn mówił, że nie chce żyć, wszystko jest bez sensu, nagle rozdał ulubione przedmioty, tłumacząc, że nie będą mu już potrzebne. A oni nic, żadnej reakcji, ślepi i głusi. Każdy z nas popełnia grzechy zaniedbania lub czyni coś niedobrego w stosunku do tych, których kocha. Jednak nie każdy z nich odbiera sobie życie. Oznacza to, że jest jeszcze jakiś element w tym równaniu i coś szczególnego w cechach osoby, która popełniła samobójstwo. Rodzice szukają tego czegoś przede wszystkim w sobie, są winni i muszą zostać ukarani. W literaturze jest wiele opisów, że rodzice samobójców zatracają się w piciu, bulimicznym jedzeniu, wpadają w narkotyki, zadają sobie rany, szukają śmierci w ryzykownych sytuacjach, podejmują próby samobójcze. Również udane. Albo zdrowi zaczynają nagle chorować. Schną, zapadają się w sobie i gasną. Chcą do dziecka. Czasem karę musi ponieść ktoś z zewnątrz. Przejmująca była historia dziewięciolatka, który stłukł miskę klozetową w szkole. Za karę musiał przynieść z domu 100 zł. Miał bardzo restrykcyjnego ojca. Ze strachu przed nim powiesił się tego samego dnia. Oglądał z bratem bajki w telewizji i nagle wyszedł do stodoły. Ojciec zaczął obsesyjnie winić dyrektora, że nie powiadomił go o sprawie, obciążając nią wyłącznie syna. Zarzucał skargami prokuraturę i instytucje w nadziei, że dyrektor zostanie wyrzucony z posady. Albo inny uczeń zespołu szkół na Mazowszu. W tabloidach rodzice, siedzący ze zdjęciem syna w rękach, oskarżają dyrektora, że doprowadził do śmierci ich dziecko, zapowiadając, że wyrzuci go ze szkoły za używanie i sprzedawanie narkotyków. Co ich zdaniem absolutnie nie miało miejsca. Pragną, jak pisze Carla Fine, kary i potępienia dla winowajców – lekarzy, pielęgniarek, terapeutów, krewnych, znajomych. Często ta kara ma spotkać współmałżonka. Po samobójstwie dziecka rozpada się 50–70 proc. związków, pisze polski naukowiec Adam Czabanowski. Ojciec i matka obwiniają się wzajemnie. Jeśli nie było między nimi prawdziwej więzi, to ta niezbyt głęboka rozpada się bezpowrotnie. Nie potrafią siebie znieść. Zaczyna się nienawiść. Nierzadko źle zaczyna funkcjonować cała rodzina. Brat, siostra zmarłego muszą przejąć rolę głowy domu, jeśli rodzice, a zwłaszcza samotna matka, nie są już w stanie jej pełnić. Rodzeństwo też choruje, zwłaszcza, jak wynika z badań specjalistów, jeśli to któreś z nich znalazło wiszące ciało brata (to typowy męski sposób, dziewczęta częściej używają tabletek, żyletek, gazu) i próbowało odciąć sznur. Suicydolodzy Alan Berman i David Jobes twierdzą, że wśród osób nie tylko z rodziny pojawić się mogą dolegliwości zespołu stresu pourazowego, które są zwykle następstwem przeżyć wojennych, katastrof, gwałtu, napaści itp. Długotrwałe przeżywanie samobójczej śmierci przez rodziców, dziadków, rodzeństwo może prowadzić do syndromu samobójczego w rodzinie. Z badań wynika, że taki wybór śmierci jest w nich częstszy niż w innych. Rodzeństwo, ale także krewni zaczynają się bać „rodzinnego przekleństwa”, a nawet wierzyć, że to ich przeznaczenie. Lęki takie, bywa, nasilają się, gdy młodsze rodzeństwo dorasta do wieku, w którym brat, siostra lub krewny pozbawił się życia. W dworcowej poczekalni Karl Menninger postawił tezę, że w każdym samobójstwie ujawnia się agresja nie tylko wobec siebie samego. Jest to także pragnienie zadania komuś bólu, rodzaj zemsty bezwzględniejszej niż śmierć. A oni gdzieś pod skórą też mają to pytanie. Ale jaka zemsta, za co? Jak ich dziecko mogło im zrobić coś takiego? Skazać rodziców i rodzeństwo na horror, z którym muszą dalej żyć. Rozpacz miesza się z gniewem na zmarłego – zdradził, porzucił, zrobił świństwo. Gdyby choć napisał list, pożegnał się, wyjaśnił. Ale wyszedł ze swego i ich życia, jak się wychodzi z dworcowej poczekalni. Więc tak mało dla niego znaczyli. Samobójcza śmierć wywołuje w ojcu i matce przekonanie, że nie nadawali się na rodziców. Tracą zaufanie do siebie, ale też do innych – oto każdy, nie tylko najbliższy, jest w stanie zawieść, każdy jest potencjalnym zdrajcą. Usiłują się bronić, szukają znaków, że w ostatniej chwili ich dziecko chciało zawrócić. Pewni rodzice na drzewie, na którym powiesił się syn, w miejscu, gdzie sięgały buty, dostrzegli uszkodzoną korę. Uznali to za znak, że usiłował walczyć o życie, szukał punktu oparcia dla nóg, że nie chciał ich naprawdę zostawić, zabrakło mu sekundy, dwóch. Albo wypierają śmierć. On gdzieś żyje, choć odbył się pogrzeb; to dla nich niemożliwe, że go nie ma, musi gdzieś być. Wypieranie może trwać latami i jest źródłem nie pociechy, lecz przewlekłej udręki. Dlatego radzi się rodzicom, żeby zobaczyli ciało zmarłego. Jeszcze inna częsta taktyka: to nie było samobójstwo, to tylko wypadek. Znają przecież swoje dziecko i wiedzą, że nie byłoby zdolne do odebrania sobie życia, nigdy, w żadnym razie. Prawdziwa przyczyna śmierci staje się w rodzinie tematem tabu wymazanym z rozmów, dokumentów. Albo się ją modyfikuje. Jeśli nawet śledztwo nie wykazało udziału osób trzecich, to ich prywatne, rodzinne potwierdziło, że ktoś czyhał na życie dziecka, zabił je, a samobójstwo upozorował. Szerokim łukiem Traumatyczne skutki samobójstwa odczuwa nie tylko rodzina, ale także dalsi krewni, przyjaciele, znajomi. Suicydolog Frank Campbell twierdził, że dotyka ono w różny sposób kilkadziesiąt osób. Co czwarta kobieta i co trzeci mężczyzna spośród zgłaszających się do niego o pomoc po śmierci kolegi i koleżanki wykazywali cechy syndromu stresu pourazowego. Narażeni są także uczniowie z klasy i ze szkoły, w której uczył się samobójca. Ten sposób śmierci bywa zaraźliwy. Może przyjść nieoczekiwanie. Śmierć dziewięciolatka, który powiesił się po stłuczeniu muszli klozetowej, poprzedziło odejście koleżanki z tej samej szkoły. Odebrała sobie życie dwa lata wcześniej. Tymczasem szkoły, zamiast przepracować bolesny temat, starają się często zatuszować śmierć ucznia w trosce o ochronę wizerunku placówki. O pozytywny wizerunek dbają również same rodziny, ukrywając przed światem prawdę. Przez wieki samobójcy byli piętnowani przez prawo i religię, odmawiano im miejsca na cmentarzu, a ich rodziny karano. Ten przekaz zachował się w jakiejś mierze do dziś. Samobójcza śmierć jest dla rodziny powodem wstydu. Jeśli rodzinie nie uda się ukryć przyczyny albo bliscy nie chcą sprawy zakłamywać, jest zwykle społecznie izolowana. Samobójcze domy omijane są szerokim łukiem. Bywa jednak, że rodzina, choć zrozpaczona, czuje ulgę. Tak zdarzyło się z rodzicami dziewczyny, która po wielekroć usiłowała się zabić. Nie odstępowano jej przez lata na krok, w dzień i w nocy. W czasie kolejnego pobytu w szpitalu psychiatrycznym pilnowała jej wynajęta pielęgniarka. Dziewczyna przecięła sobie żyły niezauważalnie dla pilnującej, leżąc spokojnie w łóżku z rękami pod kołdrą. Krew wsiąkała w położone przy nadgarstkach zwoje ligniny, którą wcześniej ukryła. Prędzej czy później i tak by się to stało, powiedział ojciec. Niezależnie, co czują w najgorszym bodaj zdarzeniu, które może dotknąć matkę i ojca, potrzebują kogoś, kto ich zreanimuje, przywróci życiu. Nieocenione jest wsparcie rodziny, księdza, grupy równie doświadczonych rodziców, ale niezbędna – pomoc specjalisty. Reanimacja ma swoje reguły. Trzeba je znać, żeby była skuteczna.
Powiedz o tym wpisie znajomym:Dobrze, że tu wszedłeś. Jeśli dojdziesz do końca tego tekstu znajdziesz dokładnie to, czego szukasz. Stoisz przed prawdziwą decyzją. Na pewno nie jest Ci łatwo. Rozpacz to straszna rzecz. Poczucie, że jakoś nie dopasowałeś swojego życia do tego, kim naprawdę jesteś. Ze inni nie chcą Cię zrozumieć takim, jaki jesteś i cały czas próbują Cię wepchać w ramkę, którą dla Ciebie wykroili. Trwanie w takim stanie może doprowadzić do myśli o śmierci. A nawet do stwierdzenia, że zabicie się jest w tej sytuacji jedyną słuszną decyzją. Tylko jak umrzeć tak, żeby nie bolało? Jak zadać sobie śmierć szybko, skutecznie i bezboleśnie? Jak się przygotować do samobójstwa? Ale, skoro czytasz te słowa to znaczy, że jeszcze nie jest za późno. Że jeszcze możesz coś zmienić. Że możesz jeszcze odkryć swoją specjalność i żyć pełnią życia każdego dnia. To zależy tylko od Ciebie. Śmierć jest prawdziwą decyzją – nie ma od niej odwrotu. Ale możesz w tym momencie podjąć inną decyzję, równie prawdziwą: że od dzisiaj zaczniesz żyć jak operator. że poznasz wysoką jakość życia i że będziesz żył na sto procent. Na początek – porozmawiaj z ludźmi, którzy Cię wysłuchają. Możesz się z nimi bardzo łatwo skontaktować – nawet, jeśli wcześniej nikt z udawanych przyjaciół nie chciał z Tobą rozmawiać. Znajdź wśród poniższych numerów telefonów odpowiedni dla siebie i wybierz go w swoim telefonie (większość z nich jest darmowa lub o ograniczonej płatności). Zadzwoń, opowiedz swoją sytuację i daj sobie szansę na zmianę. 800 12 12 12 – Infolinia pomocy psychologicznej dla dzieci i młodzieży, 116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym, 22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna, 116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, 801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie Niebieska Linia, 800 112 800 – Telefon Nadziei dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej, 22 484 88 01 – Antydepresyjny Telefon Zaufania Fundacji ITAKA, Widzisz – bardzo dużo osób czeka w gotowości, żeby Ci pomóc! Zadzwoń i spróbuj pogadać – co Ci szkodzi? Może to będzie Twój pierwszy krok do podwyższenia swojej życiowej poprzeczki. Przeczytaj też, co chce Ci przekazać Konrad. Jeśli po rozmowie będziesz chciał więcej dowiedzieć się o tematach, o których pisałem dwa akapity wyżej i sprawdzić, jak wprowadzić do swojego życia standardy operatora, zachęcam Cię do odwiedzenia następujących moich wpisów: Specjalność, Operatorem się nie rodzisz, Powyżej kreski, Cel celu, Identyfikacja celu, Od 15 minut do roku Kolejność, Postanowienie codzienne, Jakość życia, Każdy dzień to operacja specjalna, Pełna radość, Wszystko się układa. Jeśli zainteresowałem Cię życiem w stylu operatora – zawsze możesz wrócić na mój blog lub powiedzieć o nim znajomym. możesz w tym momencie podjąć równie prawdziwą decyzję: że od dzisiaj zaczniesz żyć jak operator. że poznasz wysoką jakość życia i że będziesz żył na sto procent Wiem, że dzisiaj miał się ukazać wpis dotyczący sytuacji szeregowych zawodowych, ale pojawił się temat ważniejszy i postanowiłem dołączyć się do akcji polskiej blogosfery. Dwadzieścia razy na minutę ktoś na świecie podejmuje próbę samobójczą. W ciągu dwóch minut – trzy z tych prób są skuteczne. W skali roku – przez samobójstwo umiera mniej-więcej tyle ludzi, ile mieszka w Krakowie. Wiele osób szuka informacji o sposobach na zabicie się właśnie w internecie. Dlatego Stay Fly zorganizował wśród polskich blogerów akcję googlehack. Chodzi o to, żeby ktoś wpisujący w wyszukiwarce hasła “jak popełnić samobójstwo”, “szybka i bezbolesna śmierć”, „jak umrzeć” lub podobne, mógł trafić na strony, na których znajdzie informacje pozytywne i namiary na miejsce, gdzie może znaleźć pomoc. Jeśli regularnie czytasz mojego bloga – ten wpis prawdopodobnie nie jest adresowany do Ciebie. Ale jeśli go udostępnisz, umieścisz link do niego na swojej stronie albo skomentujesz (choćby podając jakąś pozytywną informację dla innych, którzy trafią na tę stronę) – jest większa szansa, że przeczyta go ktoś, kto będzie go naprawdę potrzebował. Ktoś, komu w ten sposób uratujesz życie. Niezależnie od tego, jak trafiłeś na ten wpis, daj sobie szansę i czas. Możesz też zapisać się na newsletter, co pozwoli Ci na łatwy i bezpośredni kontakt ze mną. Powiedz o tym wpisie znajomym:
Śmierć ukochanego człowieka jest zawsze bolesnym doświadczeniem, pełnym żalu, cierpienia, krzywdy, łez, buntu i rozpaczy. Bez względu na to, kogo się straciło - czy matkę, ojca, przyjaciela, brata, męża, córkę, czy żonę, niezależnie od okoliczności zgonu - strata uderza w samo serce. Śmierć bliskiej osoby W jaki sposób uporać się z niewiarygodnym cierpieniem? Jak zaakceptować uczucia opuszczenia i straty? Jak w sposób świadomy przebyć proces żalu i zdrowienia? Przez jakie etapy żałoby przechodzi osierocony człowiek? spis treści 1. Żałoba Etapy żałoby 2. Jak sobie pomóc w sytuacji śmierci kogoś bliskiego? Czy psychoterapia pomaga w okresie żałoby? rozwiń 1. Żałoba Każdy w indywidualny sposób przechodzi przez okres „godzenia się” z wieczną rozłąką z ukochaną osobą. Ból po stracie zawsze towarzyszy śmierci człowieka bliskiego naszemu sercu. Wszechogarniający smutek jest czasem nie do zniesienia. Nie pomagają rozmowy z przyjaciółmi, samotność, łzy, codzienne wizyty na cmentarzu. Bez względu na okoliczności śmierci (wypadek, choroba, starość), chęć zaprzeczenia przemijania jest kusząca. Zobacz film: "Gdy ukochana osoba odejdzie" Oprócz doświadczenia smutku, żalu, lęku, gniewu i samotności, często pojawia się poczucie winy, depresja, a nawet myśli samobójcze. Po co dalej żyć, skoro zostałem sam? Żałobnik intensywnie poszukuje sensu śmierci zmarłego. Pogrzeb jako to fizyczne pożegnanie się z nieboszczykiem na ziemskim padole, ale również proces żałoby, to sytuacje skrajnie stresogenne, podczas których człowiek uruchamia szereg mechanizmów obronnych. Etapy żałoby są przechodzone przez ludzi, którzy przeżyli stratę bliskiej osoby, w sposób bardzo płynny, przenikający się. Nie muszą następować po sobie i nie wszyscy ludzie w taki sam sposób przechodzą przez wszystkie etapy żałoby. Po stracie przeżywa się najczęściej: I – szok i otępienie emocjonalne, II – tęsknotę i rozpacz, III – dezorganizację i rozpacz, IV – reorganizację życia, powracanie do równowagi. Nie wszyscy ludzie przeżywają w pełni wszystkie etapy, wszystko zależy od konstrukcji psychicznej i wsparcia otoczenia. Najczęściej osoby cierpiące po stracie kogoś bliskiego zaprzeczają śmierci, oddalają jej realność, uciekają od kontaktów z ludźmi, izolują się, wycofują się do własnego wnętrza, by w samotności przeżywać swoje „piekło”. Niektórzy identyfikują się ze zmarłym, np. poprzez przyjęcie jego sposobów ubierania się, zachowania, mówienia czy gestykulacji. Idealizują zmarłego, wracają do miejsc, w których przeżyli z nim wspólne chwile. Inni przeciwnie – pragną odseparować się od wszystkiego (przyjaciół, mieszkania, pamiątek), co jest źródłem wspomnień i unaocznia za każdym razem wielkość straty. Etapy żałoby Mimo iż czasy współczesne określa się jako „cywilizację śmierci”, w której pełno przemocy, rozlewu krwi, aborcji, eutanazji i cierpienia, to przeciętny człowiek nie przywykł do obrazu śmierci. Ludzie mało wiedzą na tematy z dziedziny tanatologii – nauki o śmierci, jej przyczynach czy zjawiskach współtowarzyszących. Człowiek XXI wieku chce uniknąć starości i przemijania, bo boi się końca swego jestestwa. Co zrobić, by mniej bolało serce? Jak rozmawiać o śmierci z dziećmi? Milczeć i unikać tematów o ostateczności? Czy wspominać o zmarłym i narażać żałobników na cierpienie? Jak się zachować? Może lepiej w ogóle zniknąć z ich życia na czas żałoby? Płakać czy tłumić emocje w sobie? W konfrontacji z tragedią śmierci pytań jest mnóstwo. Większość badaczy, terapeutów i psychologów uważa, że można wyróżnić 3 zasadnicze etapy żałoby: faza początkowa (3-4 tygodnie po pogrzebie) – żałobnicy reagują na stratę bliskiej osoby szokiem i niedowierzaniem w realną śmierć. Odczuwają odrętwienie, chłód emocjonalny, pustkę, rozpacz, zakłopotanie. Stan ten zazwyczaj ustępuje po kilku dniach, a jego miejsce zajmuje zgeneralizowany smutek. Niekiedy żałobnik broni się przed świadomością utraty kogoś bliskiego, uciekając w alkohol, narkotyki albo pracę. Mechanizmy obronne często pojawiają się w sytuacjach silnie stresujących, ale czasami zamiast pomóc uporać się z traumą, utrudniają adaptację do nowej rzeczywistości. Zrozpaczony człowiek może szukać ukojenia w wypełnianiu codziennych obowiązków, zajęciu się domem i sprawami zawodowymi, by się zmęczyć, szybko zasnąć, nie pamiętać o śmierci i nic nie czuć. Taka strategia może pomóc na krótką metę, kiedy ból jest najsilniejszy, ale w perspektywie długofalowej negacja utraty ukochanego czy ukochanej w niczym nie pomaga, a jedynie wydłuża proces zdrowienia; faza pośrednia (3-8 miesiąc po śmierci) – okres poszukiwania nowej tożsamości i uczenia się nowych ról, np. osieroconego rodzica, wdowy, wdowca. Żałobnik obsesyjnie powraca do pewnych scen ze zmarłym, wini siebie za niedopatrzenia, szuka zrozumienia śmierci. W tym czasie może pojawić się stadium pseudoorganizacji, związane z próbą odnalezienia się w życiu oraz stadium depresji, związane z poszukiwaniem pamiątek po zmarłym i kształtowaniem negatywnej postawy wobec śmierci i przemijania; faza odzyskiwania równowagi (około roku od śmierci) – wiąże się z pogodzeniem z realną sytuacją braku bliskiej osoby i zajęciem się życiem. Jest to okres reorganizacji życia, akceptacji śmierci i kształtowania się bardziej pozytywnej postawy wobec przemijania. 2. Jak sobie pomóc w sytuacji śmierci kogoś bliskiego? Pierwszą reakcją na wiadomość o śmierci bliskiej osoby zwykle jest negacja zaistniałego status quo, ciągła wiara w to, że ukochana osoba żyje. Pierwszym krokiem procesu żałoby powinna być akceptacja realności śmierci. Nie bez znaczenia jest symbolika noszenia w czasie żałoby ubrań w czarnym kolorze, które są „niemą prośbą” o traktowanie żałobnika z delikatnością i wyrozumiałością, by poprzez mało subtelne pytania nie zadać cierpienia. Żałoba to czas potrzebny na wypłakanie łez, wykrzyczenie bólu, pomilczenie w samotności, powspominanie z przyjaciółmi. Procesu żałoby nie można przyspieszyć. Jedna osoba będzie przeżywała stratę przez rok, druga przez dwa lata, a jeszcze inna nigdy nie pogodzi się z brakiem bliskiej osoby. Trzeba pozwolić sobie na wzruszenie, bunt, gniew, huśtawkę nastrojów, płacz, samotność, ale i wsparcie rodziny czy przyjaciół. Jeśli istnieje potrzeba wygadania się i bycia wysłuchanym, trzeba się zwierzyć bez rad i pouczeń w stylu: „Czas leczy rany”, „Poboli i przestanie”. Takie truizmy wcale nie pomagają żałobnikom, a jedynie irytują. Jeżeli straciłeś bliską osobę i chcesz pomilczeć w samotności, milcz. Jeżeli jesteś świadkiem traumy kogoś w trakcie żałoby, bądź obok. Nie pytaj, nie moralizuj, nie doradzaj, nie pocieszaj, ale towarzysz i wspieraj, głaskaj, przytulaj, ocieraj łzy. Pozwól wykrzyczeć negatywne emocje. Gestami i swoją obecnością zapewnij o miłości, szacunku, zrozumieniu i zjednoczeniu w żalu. Gdy jednak okres żałoby się przedłuża, warto udać się po pomoc do psychologa, by uniknąć pseudoakceptacji śmierci, życia z udawanym uśmiechem i pękniętym sercem w środku. Czy psychoterapia pomaga w okresie żałoby? Warto poprosić o wsparcie specjalistę lub psychoterapeutę, by powrócić do pierwotnego bólu i go przepracować, szczególnie w sytuacjach, gdy śmierć była nagła, niespodziewana, np. w wyniku tragicznego wypadku albo gdy żałobnik nie zdążył pogodzić się czy przebaczyć zmarłemu. By móc wrócić do równowagi życiowej, nie można odrzucać bólu straty. Tęsknota za bliskim to naturalna reakcja. Wiąże się ona również z żalem utraty dawnego stylu życia, np. wspólnego śniadania, nocnych rozmów, wspólnych wakacji czy chociażby czytania książki we dwoje. Brakuje prostych, prozaicznych sytuacji, banalnych gestów, uśmiechu czy głosu bliskiej osoby. Po okresie głębokiego smutku przychodzi stopniowo czas na powrót do zdrowia i odnowy. Trzeba przeorganizować swoje życie na nowo i zacząć otwierać się na innych. Odnajdywanie blasków życia nie oznacza niepamięci o zmarłym i nie powinno być źródłem wyrzutów sumienia. Bezustanne pielęgnowanie w sobie cierpienia nie jest konstruktywnym sposobem radzenia sobie z tragedią i nie świadczy wcale o dozgonnej miłości wobec zmarłego. Co by nie napisać o śmierci, każdy przeżywa ją na swój indywidualny sposób, ale jeśli nie potrafi uporać się z traumą sam, trzeba poprosić o pomoc i chcieć z niej skorzystać. Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy
gdzie trafiają samobójcy po śmierci